Tak pisać o sobie, to dość trudna sprawa. Jednak wypada się przedstawić. Nie będzie to typowy życiorys, ale kilka osobistych refleksji.
Jako Adam Bloch zaistniałem 20 grudnia 1958 roku. Miejscem, w którym przyszło mi przyjść na świat są Śliwice. Ta magiczna i niepowtarzalna miejscowość leżąca w samym centrum Borów Tucholskich jest do dnia dzisiejszego moim mottem życiowym. Tutaj spędziłem swoją młodość i ukształtowałem się jako człowiek. (Spotkanie po latach) Pomogli mi oczywiście w tym rodzice, którym bardzo dużo zawdzięczam. Dalsze lata, to wieloletnia rozłąka ze Śliwicami.
Obowiązek służenia Ojczyźnie, założenie rodziny, szukanie swego miejsca w życiu.
Nostalgia za utraconym „prywatnym rajem” była jednak zawsze ogromna.
Dwudziestoletnia kwarantanna poczyniła wielkie straty, ale jednocześnie coraz bardziej przekonywała o nieuniknionej chęci spłacenia długu rodzinnej miejscowości. Najlepiej o tym świadczą słowa, które napisałem na wstępie w albumie „Śliwice w starej fotografii”:

Kliknij - powiększenie Mieszkając w rodzinnej miejscowości, człowiek nie ma pojęcia, jakimi silnymi więzami jest z nią połączony. Dopiero wieloletnia migracja uzmysławia nam, gdzie jest nasze miejsce, gdzie jest nasz dom. Jednych tęsknota ta dotyka bardzo szybko, innych później, ale prawie wszyscy z chęcią by powrócili. Dobrze, jeśli mamy, dokąd. Gorzej, gdy już nie ma nikogo z rodziny. Pozostaje nam wówczas tylko odwiedzenie grobów przodków i spacer do... lat młodości. Znajome ulice, miejsca zabaw oraz twarze osób, które jak się kłaniamy, to jeszcze długo odwracają się nie mogąc sobie nas zaszufladkować. Takie obrazki można zaobserwować szczególnie w dniu Święta Zmarłych. Jest to cena, jaką płacimy za długotrwałe rozstanie z rodzinnymi stronami”.

Właściwie przełomowym był rok 1998. Zacząłem pisać skromne artykuły o podłożu historycznym Śliwic do „Kociewskiego Magazynu Regionalnego”, „Jantarowych Szlaków” oraz rok później do „Tygodnika Tucholskiego”. Największym wyzwaniem była jednak praca nad przygotowaniem wspomnianego albumu.
Takie były początki i ta przygoda z historią oraz dniem codziennym Śliwic i okolic trwa do dnia dzisiejszego.
Szukam, szperam, piszę oraz namawiam miejscowych do zachowania tego, co pozostało, lecz również tego, co razem tworzymy. Chwilami jest to „walka z wiatrakami”, ale myślę, że przyjdzie przebudzenie i moja praca oraz pasja przyda się kolejnym pokoleniom.
Tym, którzy są ze mną serdecznie dziękuję.

Adam Bloch

Powrót do strony głównej